Nie znasz dnia, ni godziny. Nie przypuszczasz, że Ciebie może to spotkać. Idziesz sobie w świąteczny dzień a tu napada na Ciebie jakiś człowiek i ma olbrzymie pragnienie, żeby Ci dokopać. A gdzie? W samym centrum osiedla "Miechowice".
1 maja,
święto. Pogoda taka sobie, miało padać, ale jest w miarę ciepło i przyjemne
popołudnie sprzyja spacerom. Wracam z osiedlowego sklepiku. Kupiłem dzieciakom
słodycze i myślę o kawie przed telewizorem. Przechodzę spacerkiem obok boiska-
młodzież gra w piłkę, parę kroków wcześniej trenują zwolennicy deskorolek,
rodziny z dziećmi spacerują alejką. Mijam boisko, wchodzę alejką za budynek.
Widzę, że ktoś idzie naprzeciw. Nie znam osoby, nie zwracam uwagi. Myślami
gdzie indziej, zostaję nagle brutalnie przywołany do rzeczywistości.
Uderzenie
w siatkę ze słodyczami- miejsca jest tyle, że spokojnie można się minąć- staję
zaskoczony i słyszę- „ no co? Nie podoba się coś?"- „O co chodzi?"- pytam. -
„Ty k... masz coś?"- wykrzykuje agresor i rusza do ataku. Odruchowo się wycofuję,
jednak zostaję niegroźnie uderzony w ramię. Napastnik ma najwyraźniej ochotę na
bójkę, zakładając z góry, że bezkarnie będzie mógł się wyżyć. Wycofuję się,
odskakuję, słyszę przekleństwa i obelgi. Sięgam do kieszeni po telefon. Mimo,
iż napastnik odpuścił już, próbuje wrócić bo mu się nie spodobało, że chcę
powiadomić policję. Przyspieszam kroku, oddalam się. Dał spokój, poszedł dalej.
Ten
niegroźny w sumie incydent być może nie byłby wart wzmianki. Ale przecież nieco
dalej młodzież grała w piłkę, jeździła na rowerach i rolkach. Kto może być
następnym zaczepionym przez pijanego „dresiarza" i jak to się może skończyć? I
jakim prawem tego typu „elementy" terroryzują mieszkańców? Bo przecież to nie
pierwszy przypadek tego typu zaczepek. O ile „wymiana zdań" odbywa się czasami
między kolegami wspólnie pociągającymi z butelki- co w różnych miejscach
Miechowic można zauważyć- i reakcją mieszkańców jest omijanie takiego miejsca
wielkim łukiem, o tyle bezkarność libacji na wolnym powietrzu za sklepikiem, za
garażem czy przy skwerze w środku osiedla, nie budzi obaw pijących i
zachowujących się wulgarnie oraz agresywnie z bardzo prostego powodu- nikt nie
zabrania, nie karze a jak coś się nie podoba komuś... A wystarczy czasem tylko przechodzić
nieopodal- jest ofiara, będzie zadyma.
Zadzwoniłem
na policję. Odebrali? Nie, połączenie przerwane. Główną rolę gra zdenerwowanie.
Próbuję ponownie- jest sygnał, połączenie przerwane. Po raz trzeci wybieram
997- taki sam rezultat. Niecodziennie wzywa się policję do interwencji, może
numer pomyliłem? Próbuje na 112- jest, odebrane za pierwszym razem. Miła pani z
centrali przyjmuje zgłoszenie. Czekam na radiowóz- pojawia się po około 15
minutach.
Tłumaczę
co się stało. Wsiadam do radiowozu, jedziemy w kierunku, w którym „dresiarz"
się oddalił. Pełen zwątpienia, że uda się go odnaleźć w okolicy po takim
czasie, wypatruję wokół. Funkcjonariusz zatrzymuje się przy pijalni piwa.
Wychodzi sprawdzić. Zostaję z drugim funkcjonariuszem w samochodzie i nadal się
rozglądam- jest! Nieopodal znika za budynkiem.
Policjanci
zatrzymują osobnika, który zdążył już rozsiąść się z puszką piwa na trawniku
przy boisku. Obserwuję z samochodu, rozmawiają. „Dresiarz" - bo ubrany był w
sportowy dres- wyrzuca puszkę z piwa ot tak sobie byle gdzie. Policjant
nakazuje mu ją podnieść i wrzucić do pojemnika na śmieci. Spokorniał, podniósł
i zrobił co mu kazano. Na jego twarzy i w zachowaniu maluje się wściekłość z
powodu zniewagi jaka go spotkała- nie może cisnąć puszki, nie może jej zgnieść,
kopnąć, połamać czy cokolwiek innego. Musi wrzucić ją do kosza.
Wszedł do
samochodu, jest legitymowany. Teraz wyraźnie widzę, że jest pijany.
Funkcjonariusz pyta, czy wie o co chodzi. Ja stoję obok z portfelem w ręku i
siateczką ze słodyczami. Trudno mi opisać siebie, ale raczej nie wyglądam na
typ zawadiaki. Słucham wyjaśnień zatrzymanego-„.. no i szedłem sobie a on mnie
zaczepił a potem chciał się bić... no i chciał mnie uderzyć ale ja go walnąłem w
ramię, żeby się odczepił...". To już zostawię bez komentarza.
Zapytać
należy tylko, gdzie są te obiecane patrole, które z pewnością zapobiegłyby
podobnym incydentom. Czemu nie są wręcz nękani przez funkcjonariuszy ludzie,
którzy zachowują się w miejscach publicznych niewłaściwie a niejednokrotnie
prowokują niebezpieczne bandyckie sytuacje. Czy naprawdę musimy czekać, aż
wydarzy się coś medialnego, coś o czym będą pisać wszystkie krajowe dzienniki,
jak ostatnie wydarzenia w Radzionkowie? I jaką wtedy ideologię dopiszą
urzędnicy, dziennikarze i stróże prawa? „Ustawki" kibiców? Porachunki
gangów? Szczerze mówiąc, mało mnie
interesuje, czy napastnicy to kibice, dresiarze, ktoś innej narodowości-
bandzior jest bandziorem i bandyta bandytą. Mało mnie obchodzi co wyznaje i
czyim kibicem jest. Interesuje mnie bezpieczeństwo moje, mojej rodziny i mojego
otoczenia.
Jak
napisałem wyżej- opisałem tutaj incydent teoretycznie drobny. Można zapytać:
czy wart był pisania i zawracania sobie tym głowy? Uważam, że tak, ponieważ
niejednokrotnie obserwatorzy- lub przypadkowi uczestnicy- mają zbyt mało
odwagi, aby powiadomić policję o zajściu. Czego się boją? Zemsty? Że ktoś ich
wyśmieje? Że nie warto bo to i tak zgłoszenie nie przyniesie efektu, a sprawcy
nic nie grozi?
I to
ostatnie pytanie to właśnie sedno sprawy. Na jednym ze spotkań z prezydentem
Bytomia, podczas którego obecni byli również przedstawiciele Straży Miejskiej
oraz Policji, mieszkańcy Miechowic zgłaszali potrzebę zwiększenia
bezpieczeństwa w dzielnicy. W odpowiedzi usłyszeli, że Miechowice są w miarę
bezpieczną dzielnicą a potwierdzają to statystyki zgłoszeń przez mieszkańców-
czyli mówiąc inaczej- nie ma zgłoszeń, nie ma incydentów, przestępstw,
rozbojów, aktów wandalizmu. A jeśli są- to incydentalnie. Jeden zatem wniosek
się nasuwa: tutejsza społeczność nie reaguje na sytuacje, które z czasem- z
braku takiej właśnie reakcji- będą przybierać na sile. Brak reakcji, brak
należytych działań pogłębia przekonanie o bezkarności- ba, nawet o możliwości
bezkarnego zastraszania i prób brania odwetu za ewentualne zgłoszenie. Bo jak
wytłumaczyć fakt wandalizmu na przystankach? Jak wytłumaczyć fakt nocnych
eskapad pijanych osobników po Miechowicach „wypruwających" z siebie płuca, aby
doniośle wyrazić swoje sympatie i antypatie sportowe i koleżeńskie. Jak
wytłumaczyć fakt „wylewających" się pijanych osobników z autobusu, agresywnych
i wulgarnych- prawdopodobnie ani kierowca autobusu, ani żaden pasażer nie
odczuł dyskomfortu takiej podróży.
Zapewne
nie jeden głos powie, że są gorsze miejsca w Bytomiu. Zgoda, ale czy to znaczy,
że biernie czekamy na „lepsze" czasy?
Czy nadal mieszkańcy będą przekonywać siebie nawzajem, że nie warto zadzwonić,
zgłosić, powiadomić bo to nic nie da?
Panie Prezydencie! Gdzie są te patrole? Nie
prowokujmy zdarzeń, z których potem wszyscy będą się tłumaczyć, szukać przyczyn
i społeczno- psychologicznego podłoża. Niech pokażą się patrole. Niech
mieszkańcy widzą, że mają się do kogo zwrócić o pomoc. Niech czują, że taka
pomoc jest gdzieś w pobliżu temperując bandyckie zapędy. Panie Prezydencie, Pan
obiecał...
Miech
| Komentarze |
Popieram w całej rozciągłości. Dodany przez Gość w dniu - 05.05.2008. [IP:195.16.91.4] Na naszym osiedlu panuje jakaś niezrozumiała znieczylica.Na forum ludzie piszą i żalą się,wypowiadają swoje bolączki.Niestety jest to walenie grochem o ścianę.Dlatego wielu już zrezygnowało z jakichkolwiek interwencji.Władze zawsze usprawiedliwią swoje zachowania.A "TY",marny człowieczku masz siedzieć cicho i dostosować się do ogółu.Na zachodzie jest to nie do pomyślenia. |
!!! Dodany przez Gość w dniu - 03.05.2008. [IP:85.14.95.15] Popieram pytanie, artykuł i poruszony problem w całej rozciągłości. Przyznam szczerze, że chyba nie widziałam ani jednego patrolu pieszego. Piszę pieszego, bo zapewne wytłumaczeniem Szanownej Policji będzie brak paliwa. Osiedle można patrolować pieszo. Legitymować podejrzanych osobników, podchmielonych, zakapturzonych, itp. Niechże ta Policja będzie widoczna! A co do bezpieczeństwa w autobusach... kilka tygodni temu w autobusie miała miejsce bijatyka, ucierpiał młody człowiek, który miał odwagę stanąć w obronie, niestety napastników było wielu, więcej odważnych się nie znalazło, a kierowca nawet nie zareagował. Droga dojazdowa do naszego miechowickiego komisariatu i jednocześnie hali targowej i samego targu. Zakaz zatrzymywania się i postoju stoi jak byk. Pytanie brzmi - kto go przestrzega? Kolejne pytanie - czy ktoś reaguje na nagminne łamanie tegoż zakazu? Taką mamy policję, nawet na drodze dojazdowej do siebie nie chce im się pilnować porządku. Powtarzam za autorem artykułu - gdzie te patrole? |
Powered by AkoComment 2.01 PL+ Polska adaptacja - © Copyright 2006 by Zwiastun and BadWords2 v. 1.0b and SecurityImage 3.0.3 |